• Wpisów:75
  • Średnio co: 26 dni
  • Ostatni wpis:2 dni temu
  • Licznik odwiedzin:15 590 / 2022 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
jeszcze jedna rzecz, która wkurwia mnie okropnie.
mianowicie mieszanie religii z polityką.
w dawnych czasach może i to miało jakiś sens - bóg, honor, ojczyzna, ale teraz, gdy świat powinien się rozwijać?
religia powinna być wiarą, w sercu. a nie ogłaszanie wszem i wobec, że to nie po bożemu, że tak nie wolno. moralność moralnością, ale przy zdrowym rozsądku, a nie przy ślepej wierze w kościół.
gdybyśmy musieli żyć tzw "po bożemu" to dalej byśmy żyli w chatkach z gówna.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
kurwa, ale ja mam już dość tej zjebanej epidemii. a bardziej ludzi w niej. w ogóle mam kurwa dość ludzi, którzy jedyne co widzą w całym życiu to zło i błędy innych. nawet w głupich komentarzach na portalach społecznościowych pod postami (nawet anonimowych) osób. jad, jad i byle dojebać i dowalić, wciskają swoje zdanie i swoje poglądy. ja nie lubię czegoś? ty też nie masz prawa! coś jest dla mnie niemoralne? dla ciebie też musi takie być! ale po co się wstrzymać od komentarza. poczytać, olać. ile jest ludzi, tyle jest poglądów. mam kurwa dość. ze wszystkich sił się staram nie przejmować opinią innych, robię swoje, nie wpieprzam się w życie innych ludzi, nie pouczam ich, ani nawet nie rzucam się jak ktoś inaczej sobie myśli. i jestem przeszczęśliwa. skąd się bierze w ludziach tyle syfu?
  • awatar Poznaje życie: w nas młodych jest siła by się buntować, jeszcze mamy szansę coś zrobić póki nie będzie za późno... epidemia stworzona jest by kontrolować, manipulować i mieć w garści społeczeństwo, posłuszne społeczeństwo.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
przede mną trzy tygodnie.
trzy tygodnie do końca drugiego terminu "kwarantanny". i dokładnie trzy tygodnie do momentu, w którym pousuwam B ze swojego życia. tak, nadszedł w końcu ten czas.

przez to, że jest wolne, postanowiłam trochę poćwiczyć w domu. wspaniale mi się to udało, bo skończyłam z nadwyrężonymi plecami i strzyknięciem w biodrze, po którym ciężko mi nawet na kiblu usiąść. produktywnie że hej
 

 
tylko leże, oglądam seriale i jem, a zeszło mi 2 kg.
to na tyle pozytywów na dziś.
 

 
rozstałam się z B.
po 7 latach.
teraz może być już tylko lepiej, prawda?
 

 
nosz kurwa ja u niego swój ulubiony gar mam i będę musiała się do niego odezwać.
 

 
minął tydzień gdy go nie ma.
zaczynam trochę tęsknić. a to dopiero początek.
co chwilę sprawdzam telefon czy przypadkiem nie napisał. chociaż kazałam mu się odezwać jak zrozumie jak mnie traktuje, więc odpowiedź w sumie mam.
 

 
postanowiłam dziś się trochę ogarnąć i chyba z tej okazji pójdę po zapas wina.
 

 
powiem szczerze, że do B miałam już olewawczy stosunek, ale wyciągnął torpedę i nie rozmawiamy od czwartku. i nie czuję żalu, smutku, tęsknoty. nic. jakby go nigdy nie było. może za mało czasu jeszcze minęło. jest pewnie zbyt dumny, by napisać pierwszy, no bo co koledzy powiedzą. jak dzieci w gimnazjum. nie wiem czy my dalej razem jesteśmy czy nie.
 

 
i kolejny cały dzień przeleżany. dostane odleżyn, jak nic. nie żałuje.
 

 
caluśki dzień przeleżałam w cieplutkim łóżku, w pidżamce, bez makijażu, oglądając seriale. zaraz cieplutka kąpiel i maseczka na twarz.

mam cholernie wielkie marzenie, o którym ostatnimi czasy dość często rozmyślam. marzy mi się być w swoich niewielkich czterech kątach z ukochaną osobą. aktualnie zalecane jest niewychodzenie z domu, i tu szczytem mojego szczęścia byłoby siedzieć w domu razem, pić wspólnie kawę rano, wino wieczorem. gździć się pod kocem i leniwić przed tv.
 

 
jak ja uwielbiam facetów z brodą.
 

 
przeglądając netflixa spojrzałam na jakiś film i zobaczyłam datę produkcji - 2020. i takie, co? film z przyszłości, ha-ha?
...
mamy dziś 1 marca 2020.
nie przyzwyczajam sie do jednego roku, a już jest następny
 

 
umyłam w końcu pojemniczki na soczewki i poczyściłam kable. zostało jeszcze posegregować notatki. i potem może jakieś simsy

wczoraj włączyłam sobie jakiś film i tak dla atmosfery nalałam sobie brzoskwiniowego winka. całą szklankę. a potem kolejną. boże. uwielbiam te wieczory tylko dla mnie, gdzie wiem, że następnego dnia mam wolny dzień i żadnych projektów do robienia.
 

 
powrót na uczelnie, pozaliczałam egzaminy cudem.
i dorwałam pracę marzeń - według mnie.

styczeń był dla mnie wspaniałym miesiącem, wyjątkowo pracowitym i taki powinien być każdy mój miesiąc, a tu proszę - nadszedł luty i jak ręką odjął znowu zaczęłam się tylko wylegiwać w łóżku.
nowy semestr nowa ja >
a tak serio, to wiosna idzie i na samą myśl mam sporo motywacji. także słoneczko, nakurwiaj ☀
 

 
mój nowy szef to zwyrol. klienci też tak twierdzą. i wymaga nie wiadomo czego.
najgorsze dla mnie co może się zdarzyć w sklepach, to ekspedientki trujące dupę już od samego progu, wiszące nad głową. ja rozumiem praca, handel itd itp, ale mnie to odstrasza zamiast zachęcać. i kogo bym się nie spytała, każdy jest podobnego zdania.
zobaczymy jak to będzie.
 

 
powinnam wkuwać, uczyć się, albo chociaż poczytać. masakra.
a na obiad zjadłam śliwki w czekoladzie. najlepszy obiad ever.

z B niedługo będzie koniec. może to i lepiej dla mnie. 7 lat to i tak za długo.
za to wiem, że pan C ciągle coś do mnie ma. nikt o mnie nie dba tak jak on. ale serce mówi stanowcze nie.

trochę załamka, trochę smutek... trochę wszystkiego.
 

 
postanowiłam na spokojnie zrzucać kilogramy. ustalam sobie cel np 2 kg w miesiącu. bez restrykcyjnego planu. czuję się dobrze a i spełniam cel
 

 
chciałabym nie być sama, mieć bliską sercu osobę, w której mam wsparcie.
trochę męczące jest stawianie czoła światu samemu, a przede mną jeszcze -stety, niestety- całe życie (to bardziej brzmi jak groźba).
może i to banalne i naiwne, ale chciałabym po powrocie z pracy ponarzekać komuś przy herbacie, albo nie mówić nic i po prostu odetchnąć w czyichś ramionach.
jakaż ja jestem żałosna. te wieczory mnie dobijają.
 

 
od paru dni trzyma mnie straszliwy wkurw.
wszystko i wszyscy mnie drażnią.
zaczynam mieć trochę gdzieś pana B. on też mnie drażni. ciągle w głowie mam przeszłość i ogromny żal do niego. najchętniej to bym jebła to wszystko i wyjechała na drugi koniec kraju. i tak zrobię, ale jeszcze nie teraz, jeszcze muszę uzbroić się w ogrom cierpliwości i najważniejsze, to ukończyć te studia, które i tak zaczęłam sporo później niż inni.
nie mogę działać pod wpływem emocji, chociaż z tego zdaję sobie sprawę i staram się trzymać.
 

 
najszczerzej na świecie powiem, że mam już cholernie dość głupoty otaczających mnie ludzi.
obiecałam sobie, że nie będę się tym przejmować, ale ileż, kurwa mać, można, tym bardziej, że zazwyczaj ta głupota skierowana jest prosto we mnie.
 

 
jakim cudem przedwczoraj na wadze było 60.2, wczoraj 59,2 a dziś 60,1?
 

 
nie mogę znaleźć pracy. dobija mnie to tym bardziej, że w portfelu mam zaledwie kilka złotych. nie mam pojęcia dlaczego na kilkanaście wysłanych cv, oddzwania ewentualnie jedna osoba. a jak nie zdążę odebrać, to po oddzwonieniu nikt się nie odzywa.
jeszcze rok temu była zupełnie odwrotna sytuacja - mogłam przebierać w ofertach.
wydatki zaraz mnie sporo przerosną. już przerosły.
jestem załamana.
  • awatar Poznaje życie: Wiesz, ja poszukiwałem pracę pół roku więc domyślam się co czujesz. Nie załamuj się, idź do urzędu pracy, sprawdź czy możesz dostać kuruniówkę. Jeżeli wierzysz w Boga to pomódl się i porozmawiaj z nim o tej sytuacji w której aktualnie się znajdujesz. 3mam za Ciebie kciuki!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
DLACZEGO wykładowcy potrafią być takimi chujami? z gównianego przedmiotu zrobić najważniejszy na świecie, a z trudniejszych dowalać strasznie srogie kolokwia.
szok po prostu, szok.
 

 
bujam się z B od prawie dekady. nawet we wpisie sprzed 4 lat o nim wspominam. lata kłamstw, konspir, fałszywości, braku szacunku, traktowania frywolnie... dlatego nagle zostaliśmy parą. od dwóch już lat.
czy to ma sens?
początkowo jak to on się zakochał, jak sie zmienił, jaki był kochany. ale tak naprawdę nie zmienił się nic. narobił mi tylko więcej przykrości i zupełnie do niego nic nie dociera. próbowałam na spokojnie, dokładnie tłumaczyłam co sie dzieje, próbowałam też krzykiem, kłótnią, czymkolwiek. nic.
dalej tkwię w tym gównie. próbowałam z tego wyjść, ale czułam się zbyt samotna.
jesteśmy teraz dla siebie... no właśnie, kim? czym? chyba po prostu zapełnieniem pustki czy zabiciem nudy.
 

 
dość często powracam myślami do lat, w których byłam nastolatką, wiadomo - gimnazjum, liceum. ileż rzeczy bym pozmieniała. i ile rzeczy zrozumiałam. a minęło tych lat tylko kilka od tamtej pory.
wciąż się nie mogę nadziwić jakim można być idiotą w tamtym okresie.
tak naprawdę, to skutki tego odczuwam do dziś.
 

 
byłam dziś rano na próbnym dniu pracy. na początku wszystko fajnie pięknie, ale potem coś strzeliło właścicielce do głowy i zaczęła się zachowywać jak pojebana.
zabrałam rzeczy i wyszłam.
nie spodziewałam się, że po jednej godzinie pracy powinnam znać całe menu na pamięć i jak to przez to ta baba była mną załamana.
no co za zła kobieta ze mnie i zły pracownik
  • awatar yumee: przeraża mnie takie podejście ludzi do potencjalnych nowych pracowników... i pomyśleć, że lada dzień sama zaczynam szukać pracy, eh ..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›